Blog

Jak nie umrzeć od rutyny?

20-08-2018

Jak nie umrzeć od rutyny?

„Reżyserując innych aktorów, wiele się nauczyłem. A najważniejsze, to ciągle się rozwijać, szukać nowych wyzwań, uczyć się. Najgorsze dla aktora, czy w ogóle artysty, to uwierzyć, że już się wszystko wie, że jest się najlepszym, najmądrzejszym. Wtedy się popada w rutynę, a rutyna to śmierć dla artysty”. To słowa znakomitego polskiego aktor Andrzeja Seweryna.

Nieco inne spojrzenie na rutynę ma raper „Kękę”, który śpiewa: Tylko rutyna, znowu daje mi spokój, tylko rutyna znowu pozwala mi w lustrze nie widzieć szalonych oczu, tylko rutyna jedyna kochana znowu ratuje przed światem, tylko rutyna, dociska mnie mocno do ziemi gdy czuję, że styczność już tracę…”

To jak to właściwie jest z tą rutyną? Jest zła czy może jednak da się lubić?

Dzisiejszy wpis będzie próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie jak odnaleźć w sobie motywację do działania i ustrzec się rutyny. No to jedziemy!

Kasa ponad wszystko…

Sierpień to jeden z ulubionych miesięcy w kalendarzu każdego konferansjera (mój również). Wiadomo, to czas dożynek (gminnych, powiatowych i wojewódzkich). Kolega, który pracuje w branży od lat przyznał mi się kiedyś przy „bezalkoholowym”, że ma gdzieś, który raz prowadzi daną imprezę. Liczy się tylko kasa. „Robię to dla hajsu stary, ot i cała tajemnica”.

Cóż, mnie również zdarza się prowadzić różnego rodzaju imprezy kolejny raz (zawsze jednak staram się, aby motywowało mnie do pracy coś jeszcze niż tylko kasa). Znów te same twarze, uśmiechy, uściski dłoni, gratulację, piękne słowa w przemówieniach. Istny „Dzień świstaka”!

Myślę, że zgodzisz się ze mną, że robienie czegoś po raz kolejny może człowieka z czasem znudzić, zdemotywować lub zniechęcić. Jednym słowem łatwo wpaść w rutynę i sztampowo „odhaczać” robotę. Następny event i następny i następny… i za rok znów to samo. Koszmar!

Odgrzewane kotlety

Kilka lat temu prowadziłem event dla pewnego dużego klienta. Dwudniowe targi były bardzo udane. Rok później dostałem propozycję ponownego poprowadzenia imprezy. Niestety kiepsko odrobiłem pracę domową. Pojechałem po łatwiźnie. Gadałem to samo co rok wcześniej, podawałem te same wiadomości, te same żarty i ciekawostki z branży. O ile wtedy informacje te były fajne i świeże, o tyle po roku były już wszystkim znane i - co tu dużo mówić - mocno przeterminowane. Klient - choć nie dał tego po sobie poznać - był rozczarowany. Nasza współpraca ustała…

Trzy motywatory

Jak zatem dziś staram się porządnie przyłożyć i dobrze przygotować do każdej imprezy? Nie tylko tej prowadzonej ponownie? Oto moja recepta, moje trzy motywatory:

Po pierwsze: Początek. Już na kilka tygodni przed eventem próbuję wymyślić inną, nową, nietypową formę powitania uczestników. Szukam inspiracji i ciekawostek w mediach, podpatruję konkurencję. Nakręcam się tym, żeby fajnie zacząć i zaskoczyć publikę. Uciekam od znanego schematu: „Witam Państwa bardzo serdecznie na…”. Świetni są w tym kabareciarze. Zauważ jak doskonale łapią kontakt z publiką osadzając swoje skecze w miejscu, gdzie akurat występują np. w Sopocie lub Opolu. Z miejsca zyskują sympatię ludzi. Robię podobnie.

Po drugie. Atrakcje. Znając wcześniej scenariusz wydarzenia szukam w nim ciekawych elementów, czegoś nowego, zaskakującego. Miałem kiedyś na evencie np. zawody w rzucie podkową, ziemniakiem czy starym aparatem telefonu na odległość. Takie nietypowe zabawy nakręcają mnie i pozwalają przygotować sobie różne żarty i sytuacyjne komentarze.

Po trzecie. Gwiazdy. Każdy event zawsze ma część artystyczną, podczas której występują różni muzycy. Prowadziłem w swoim konferansjerskim życiu koncerty z udziałem m.in. Wilków, De Mono, Sylwii Grzeszczak, Ani Wyszkoni, Roberta Janowskiego, Dawida Kwiatkowskiego czy Patryka Kumóra, ale były także gwiazdy muzyki dance tj. Boys, Zenek Martyniuk, Baflo, Mefis, MeGustar czy Solaris. Co robię? Szukam o nich wiadomości w mediach, przeglądam konta na portalach społecznościowych. Poluję na ciekawostki o danym artyście lub grupie. Patrzę np. ile ma/mają wyświetleń na youtube jego/ich najnowsze kawałki. Gdzie ostatnio grali. Czytam wywiady w sieci itp. Zbieram te dane, segreguję i staram się opakować w ciekawe zapowiedzi. Tak naładowany wiedzą już wiem, że to będzie dobry event. W końcu praca domowa odrobiona! 

Podsumowanie.

Jeżeli robisz w swoim życiu coś po raz kolejny i kolejny, i czasem brak Ci w tym motywacji oraz zapału nie irytuj się. Jeśli czujesz, że rutyna wypala w tobie swoje piętno przypomnij sobie ten wpis i pamiętaj, że w każdej nawet najnudniejszej, najbardziej monotonnej i schematycznej pracy można spróbować odnaleźć jakieś pozytywy i dostrzec dobrą stronę. Klucz jak to zrobić masz w swojej głowie! Trzeba go tylko poszukać.

Powodzenia!

Photo by Unsplash.com

Wróć do bloga

© 2018, Remigiusz Małecki realizacja: adm-media.pl, cms: Alice CMS